Oswajanie demonów
To niebezpieczna zabawa, choć bawimy się w nią nieustannie, odkąd zachciało nam się krzyknąć wolność! i powoli znosić wszelkie panujące dotąd na świecie tabu.
Oczywiście, zwierzaliśmy się od zawsze, wszak przyjaźń, miłość, to wręcz nieludzkie zamykać się w sobie jedynie. Potrzeba prawdziwości, otwarcia, zwierzenia właśnie.
Ale człowiek zawsze miał siebie w sobie. Pewne tajemnice, osobiste myśli, coś co było jedynie jego. A wraz z wolnością przyszedł krzyk. Cały świat krzyczał. O sobie, o tym, co ma w głębi, co myśli. I miliony sprzecznych wartości zderzały się ze sobą, aż przestał człowiek rozróżniać, co zdrowe, co normalne, poczuł się zagubiony i jedynym lekarstwem stało się opowiadanie. Wyrzucanie z siebie wszystkiego, co brudne, jednak przekładając na słowa. A słowa, choćby najtrafniejsze, są tylko słowami. Wszystko, co nazwane, staje się normalne, panujemy nad tym. A gdy panujemy, przyjmujemy i wszystko jest ludzkie, normalne.
A to właśnie oswajanie demonów. Nadawanie nazw, zamykanie w pudełeczkach tego, co w nas najbardziej niezrozumiałe. Bez przemyśleń, wyrzucanie z siebie. Pomaga, owszem. Ale to niebezpieczna gra. Bo z demonami trzeba walczyć, natomiast nazywając je, przyjmujemy jednocześnie, otaczamy opieką. Troszczymy się o nasze ułomności, jakby były skarbem najdroższym.
Zatem, mili państwo, oswajajmy demony, ale, kontynuując myśl Sant-Exuperyego, bierzmy jednocześnie odpowiedzialność za to, co oswajamy, problem nazwany nie przestaje być problemem.
Ależ tak, przekonajmy się, co ludzkie. Będąc na spotkaniu towarzyskim, rzućmy nieco żartem (bo na poważnie w naszych realiach niewiele co wypada), że boimy się w autobusie, gdy zamykają się drzwi. Bez uzasadnień i podstaw, boimy się zupełnie. I przekonajmy się, że całkiem naturalna to rzecz, gdyż Krysia, Jadzia, Kamil i Mareczek również w ten sam sposób czują się podobnie, a jakże każdy czuł się w swym uczuciu odosobniony!
Przekonajmy się, ale nie dajmy się zwodzić demonom. Bo różne padają hasła i różne są rodzaje woli i rozumności człowieczej.
Nie zasadzajmy naszych demonów, nie będąc pewnymi przekonań rozmówców. Bo ileż uczniów przejęło już, całkiem bezpodstawnie, uprzedzenia mistrzów, którzy chcieli li jedynie oswoić swoje małe straszydełka (a może ze mną nie wszystko w porządku?)!
Ilu już młodych, ambitnych, acz niepewnych wcale swych racji, wzgardziło Norwidem, Miłoszem, Sienkiewiczem, tylko przez to, że nauczyciel nie miał gdzie rozsiewać demony własne, tylko w klasie krnąbrnej, gdzie żaden małolat przecież nie wyskoczy z rzeczowym argumentem, nie krzyknie veto!, co przecież naturalne, gdy przyszedł, by nauczyć się, a potem z wiedzy zdobytej własne wnioski wyciągać.
Nie wolno nauczycielom, nigdy, podwładnych swoich osobistym doświadczeniem obciążać, jeśli nie prowadzi ono do ludzkiej mądrości! Co innego, sugerować, pokazywać alternatywę, pozostawiać wybór. Ale nigdy na własną wiarę nie nawracać! Bo to się tylko wydaje, że uczeń buntownik, że nie słucha, a jeśli słucha, to nie zgadza, nie pojmuje. Bo wyjdzie z lekcji i zaraz bezwiednie w nowy ton wpadnie, bo co autorytet, to autorytet, choćby nieuświadomiony.
A i w rozmowach prywatnych, dodam nawet, szczególnie w rozmowach prywatnych, wystrzegajmy się wymieniania własnymi demonami. Bo mnie to w kościele zawsze chce się kląć, a ja z kolei pragnę nieraz zabić własnego ojca.
O nie, drodzy państwo, takie demony, choć wypowiedziane komukolwiek ulgę przynoszą, z pewnością są sprawą wewnętrzną i jeśli je już wypowiadać, to w pełnej prawdzie przed przewodnikiem duchowym.
I jeszcze jedna kwestia. Nie rozrzucajmy swojego życia po ludziach, bo nigdy nie wiadomo, do kogo co trafi. Opowiadajmy, owszem, o sobie, o swoich zmaganiach i lękach, wszak ciężar rozłożony na dwu barkach staje się lżejszy. Ale nie wciskajmy swojej historii, zwłaszcza bolesnej, każdemu, kogo los nam podeśle. A już szczególnie, gdy historia dotyczy więcej niż nas, bo tu znów wciskami straszydła, ukazujemy bliźnich jako demony, lęki, a nie ma nic gorszego przy poznawaniu człowieka, być z góry do niego uprzedzonym poprzez zasłyszane historie z przeszłości, nie przestrogi rozsądne, ale historie, ubarwiane nierzadko. Bo w takim wypadku zamykamy się na zmianę w bliźnim i nie dajemy możliwości odkrycia głębi człowieczeństwa przy nas.
Tak więc, kochani moi, uświadamiajmy sobie istnienie demonów i proces ich oswajania, przestrzegajmy przyjaciół, którzy w swych lękach powiedzieć nam chcą za wiele. Bo choć, wiem dobrze, fascynujące są ludzkie historie, stając się wielkim kufrem na wspomnienia, strychem zaśmieconym, graciarnią uczuć połamanych i niedoskonałości, wiele tracimy ze swego człowieczeństwa.
I sami również nie zaśmiecajmy innych swym nie poukładaniem, a raczej potraktujmy te nasze demony jako punkt wyjścia i wraz z pomocną dłonią szukajmy rozwiązania.
Bo niczym innym jest doświadczenie, jak tylko wspólnym pokonywaniem problemów.
A niczym innym mądrość, jak tylko wykorzystywaniem doświadczenia w walce z demonami.














Comments
--
40 degere is not a freeze, 40 kilometers is not a distance and 40 percent is not a vodka
Oby zło nie było takie złe, a dobro było jeszcze lepsze ;]
--
98% of teenagers do or has tried smoking pot. If you're one of the 2% who hasn't, copy & paste this in your signature.
dobro jest dobrem.
a zło jest złem.
--
ruszcie księżyc kolanem...!
Previous PageNext Page